tu jesteś:  Strona główna
OPOWIEŚCI Z BAGAŻNIKA - Mały Dog Niemiecki z Częstochowy

W „Opowieściach z bagażnika” będziemy opisywać opowieści psów przewożonych przez Fundację „Psi Ratownicy” w ramach pomocy psom w dotarciu do nowych domów. Fundacja świadczy tego typu usługę na terenie całego kraju, w miarę możliwości logistycznych. Poza tym Fundacja „Psi Ratownicy” opiekuje się nie tylko przytuliskami i schroniskami, ale realizuje także „adopcje na odległość”.

W „Opowieściach z bagażnika” przewożone psiaczki opowiadają swoje historie.


Opowieść I.
Mały dog niemiecki z Częstochowy.

Urodziłam się w dobrej rodzinie. Byłam najmniejszą suczką z miotu, więc miałam ciężkie życie ze swoim rodzeństwem. Moja pani Człowieka, która się nami opiekowała, ze względów zdrowotnych musiała szybko znaleźć mi nowy dom, bo moje rodzeństwo już było u swoich nowych Ludziów, a ja zostałam sama.
Miałam już prawie 10 tygodni, kiedy znalazła się dobra dusza, która postanowiła się mną zaopiekować. Problemem była tylko odległość, która dzieliła mojego hodowcę od mojego nowego Ludzia. Pani Kasia, która postanowiła mnie przygarnąć znalazła na forum molosy.pl informację o tym, że istnieje w Polsce Fundacja, która może pomóc jej rozwiązać problem. W związku z faktem, że Fundacja „Psi Ratownicy” - bo o nich tu mowa – nie zarabia na tego typu usługach, a kwoty wpłacane przez osoby proszące o pomoc są całkowicie dobrowolne, poproszono ich o pomoc. Już dwa dni po tym, jak Moja nowa Ludzia skontaktowała się z Zarządem Fundacji „Psi Ratownicy” wyruszyłam w drogę. Moja Hodowczyni przekazała mi wszystkie potrzebne dokumenty, książeczkę zdrowia oraz worek  mojej ulubionej karmy i pojechałam do Krakowa.
Miałam jechać w bagażniku, ale Ludź, który wiózł mnie samochodem pozwolił mi siedzieć na przednim siedzeniu. Nie pamiętam drogi, bo całą przespałam, jedynie raz zatrzymaliśmy się w lesie, abym mogła zrobić siusiu i napić się wody.
Dotarliśmy na miejsce spotkania w Krakowie popołudniem i tutaj oczekiwaliśmy na przybycie mojego nowego ludzia. W międzyczasie zrobiłam sobie króciutki spacerek po trawniku, załatwiłam się a Ludź, który mnie przewoził pozbierał po mnie kupkę do woreczka, bo jak powiedział:
„żeby inny piesek, ani żadni Człowiekowie nie wdepnęli”.
Jako, że jeszcze chwilkę mieliśmy poczekać, dostałam bluzę mojego kierowcy i położyłam się spać.
Kiedy się obudziłam, na miejscu była już moja nowa Człowieka. Jedna taka duża, a drugi ludź był taki mały i siedział w takim czymś na kółkach. Od razu bardzo ich polubiłam. Moi nowi ludziowie mieli po drodze jakieś małe problemy, więc nie mogli na miejscu wpłacić zadeklarowanej kwoty, ale pani Kasia obiecała, że coś wyleje, czy przeleje, na jakieś konto, czy coś... Nie do końca to zrozumiałam, bo jestem jeszcze mała, ale Ludź, co mnie tu przywiózł, powiedział, że nie ma problemu, poczekają na pieniążki.

Generalnie to miałam dobrą podróż, a teraz będę miała chyba dobre życie, bo moi nowi Ludziowie chyba mnie bardzo kochają, a ja ich także pokochałam od razu.

Pozdrawiam;
Mała Dożyca – jeszcze bez imienia.

PS.
Zapraszam do obejrzenia zdjęć :)


Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.
« powrót


wydrukuj dokument   wyślij znajomemu   ilość wyświetleń 4463

1999-2018 © MATinternet Zakopane & Psi Ratownicy :: Powered by AntCms