tu jesteś:  Strona główna
Opowieści Rai - Sopot, „Pomóżmy Razem”
Nazywam się Raja i jestem nowofundlandem. Będę opowiadać Wam, jak to moja pani i mój pan zabierają mnie i mojego brata Merlina (także czarnego nowofundlanda). Dziś opowieść pierwsza – Sopot, „Pomóżmy Razem”

Wieczorem w czwartek, 4 września zapakowaliśmy się do dwóch trafików i defendera i wyruszyliśmy nad polskie morze, a właściwie nad Zatokę Gdańską do perły polskiego wybrzeża czyli do Sopotu. Zjawiliśmy się tam tuż przed wschodem słońca, dzięki czemu mogliśmy obejrzeć to rzadko widziane zjawisko. Niektórzy dobrze widzieli, niektórzy nie wiedzieli co robią na plaży, bo się jeszcze nie obudzili...




Rozbiliśmy obóz, niektórzy sobie trochę pospali, niektórzy nie, ale już przed południem czekały nas pokazy dla „Pomóżmy Razem”.

Kilka słów o programie „Pomóżmy Razem”:
Dzięki tej akcji różne organizacje otrzymują do szkolenia labradory, które mają by wyszkolone w odpowiednim kierunku. Wśród moich znajomych piesków są dwie labki, które są z tego programu. To Salsa i Aqua. O nich odpowiem później.



Tymczasem rozpoczęły się przygotowania do pokazów, w których pomagali nam ratownicy z Sopockiego Wodnego Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego.


 

Norbert, pan Azy i Belki, który zajął się zorganizowaniem tego pokazu, najpierw udzielił kilku wywiadów dla telewizji i kilku radiostacji, a następnie poprowadził pokaz dla publiczności, która zjawiła się, mimo że nikt nie wiedział o tym, że przyprowadziłam na plażę swoich przyjaciół.




Norbert podzielił pokaz na 3 części.
Pierwszy blok pokazu zakładał pokazanie nauki. W tej części udział wzięły szczeniaczki a ich przewodnicy pokazywali pierwsze kroki psa w wodzie, a więc zabawa, wprowadzanie piesków coraz głębiej, a także wykonywanie coraz trudniejszych zadań. W tej części pokazu udział wzięły szczeniaki i młodzież – labradory i niufki.

 




Drugi blok demonstracji polegał na pokazaniu jak już wyszkolone psy robią ćwiczenia sportowe.
Psy wykonywały ćwiczenia na polecenie swoich przewodników. W tej części pracowały psy, które już trochę potrafiły, były na kolejnym etapie szkolenia, i większość z nich już regularnie pracuje w grupach specjalnych i operacyjnych WOPR.


 

W ostatniej części pokazów Ratownicy WOPR wraz ze swoimi psami pokazali ćwiczenia z prawdziwego ratownictwa wodnego. W takich treningach pies nie jest samodzielnym ratownikiem a jedynie narzędziem wspierającym pracę ratownika wodnego. Dzięki takiemu wsparciu ratownik może np. udzielić pomocy większej liczbie poszkodowanych.
W tych treningach jak już pisałam biorą udział tylko Ratownicy Wodni i tylko wyszkolone psy.





Najważniejsze było to, że szczeniaki i młodzież uważnie obserwowały aby wyciągnąć jak najwięcej korzyści z tego pokazu.




Pokaz zakończył się sukcesem, wszyscy moi czworonożni przyjaciele wykonali swoje zadania w 100%. Nasze treningi podobały się Ratownikom, dziennikarzom i całej gawiedzi na brzegu.



Po południu cała nasza ekipa wybrała się zwiedzić Gdańsk. Drugie z trzech miast Trójmiasta.
Zjedliśmy świetny obiad w rosyjskiej restauracji i połaziliśmy trochę po starym mieście, wzbudzając dość duże zainteresowanie przechodniów.




A najlepsze w tym wszystkim było to, że ludziowie wiedzieli wcześniej, że my będziemy w Gdańsku:




Zwiedzanie Gdańska zakończyliśmy na lodach soprano.




Po powrocie do obozu czekała na nas integracja z Ratownikami z Sopockiego WOPR. Było bardzo miło i sympatycznie, a w związku z faktem, że impreza była nocna, a ja jestem niepełnoletnia, więc ja spałam, ludziowie się bawili w najlepsze i nie miał im kto zdjęć robić.



W sobotę od rana nasi przyjaciele z Sopockiego WOPR przygotowali dla nas pokazy na swoim pływającym sprzęcie. Atrakcją tego przedpołudnia była możliwość spróbowania swoich sił na sprzęcie pływającym Ratowników z Sopotu. Skorzystali nie tylko ratownicy, ale także Merlinek z Negrą. Popatrzcie na zdjęcia.







Po południu udaliśmy się na – można by rzec, że już tradycyjną – wycieczkę promem na Hel. Kapitan jak zwykle zapewnił nam odcięte od innych pasażerów miejsce na pokładzie – tym razem na rufie swojego promu. Wycieczka przebiegła spokojnie i była okazją do naładowania akumulatorów i chwili odpoczynku.





Na Helu zjedliśmy pyszny obiadek, zwiedziliśmy fokarium, doszliśmy nawet do prawdziwego, otwartego morza. Potem wróciliśmy do trzeciego miasta Trójmiasta, czyli do Gdyni. Tam sobie zrobiliśmy jeszcze pamiątkowe zdjęcie i wróciliśmy do naszego miejsca zakwaterowania.






Wieczorkiem także trwała integracja do późna. Rano zaczęliśmy się pakować, kiedy nadeszła prośba od Sopockiego WOPR o pomoc w zabezpieczeniu maratonu pływackiego przy sopockim molo.





Na koniec zawodów jeszcze Merlinek pokazał jak wyholować łódź a Shadźka wyciągnęła Szefa GO DWOPR na ląd.




I jak już wróciliśmy i trzeba się było zbierać, część ekipy postanowiła jeszcze poszaleć.





 



Wróciliśmy do domów już dobrze po północy, ale szum morza słyszeliśmy jeszcze przez kilka nocy w uszach. Merlinek to nawet kilka dni słono smakował.

Na tym zakończę tą relację, ale już zabieram się za następne....

Do następnego razu!!

Wasza Raja.


Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.
« powrót


wydrukuj dokument   wyślij znajomemu   ilość wyświetleń 2554

1999-2019 © MATinternet Zakopane & Psi Ratownicy :: Powered by AntCms