tu jesteś:  Strona główna
Wyprawa na Ślężę
4 sierpnia zmotywowani chęcią poprawy kondycji swojej i psiaków jak również miłego spędzenia czasu w gronie innych psiarzy, wyruszyliśmy na zdobycie śląskiej Fudżijamy.



 

Pełni zapału (i jeszcze wtedy sił) stawiliśmy się zwarci i gotowi na parkingu.

Szczyt zdobywała ekipa w składzie:

Magda i Jurek wraz z Melą i Negrą, Asia z Patrykiem i Aidacho, Kasia ze swoją drugą połówką i Bafi, Ania i Tomek z Lusią i Yato, Haszczak z Pańciem :), Julita z  siostrzenicami i Jadźką.
Ta wyprawa miała charakter międzynarodowy – towarzyszyły nam dwie młode Włoszki ;)

Wyruszyliśmy… Już na początku odbyliśmy burzliwą naradę, którym szlakiem dotrzemy na szczyt – było kilka koncepcji.
W końcu droga została wybrana – na podbój wyruszyliśmy czarno-czerwonym szlakiem.

 


Od razu można było zauważyć, kto prym wiedzie w tej grupie :) Na prowadzenie wysunęła się Magda z Melką i Negrą, natomiast "tyły" należały na zmianę do Ani i Asi oraz Julity z dziewczynkami.


W drodze odbywały się nieformalne zawody w dogtrekkingu, w których prym wiedli na zmianę Magda z Negrą i Kasia z Bafi.

Była też praca pociągowa z wykonaniu Ani i Yato oraz Asi i Aidy. Teamy różniły się tym, że w jednym pańcię ciągnął pies (Aida), a w drugim pańcia ciągnęła psa (Yato).
Na pochwałę zasługuje również team polsko-włoski, gdzie wypracowywana była praca zespołowa.

Efektem było ciągłe i uparte dążenie do celu.
Nie zapomnieliśmy oczywiście o odpoczynku – wyciągaliśmy przenośne wodopoje dla psów, a ci mniej wytrwali mogli chwilkę odsapnąć.
Byli i tacy co posiłki regeneracyjne spożywali nawet w marszu.
I ciągle sprawdzali zaprowiantowanie.

Byli też tacy, co cała drogę ciężko pracowali.

A co poniektórzy zastanawiali się, czy aby dobrze zrobili wybierając się z nami.

Humory dopisywały nam wszystkim, co można zobaczyć na fotkach.

             
W końcu po wielu trudach osiągnęliśmy szczyt.

Wielkim powodzeniem cieszył się barek, oblegany przez większość z nas.
Był też czas na telekonferencje na szczycie.
I na pracę.
Pomimo zmęczenia, toczyły się ożywione dyskusje.  Chociaż Tomek, nie bacząc na nic, postanowił uciąć sobie drzemkę, przytulając się na chwilkę do Lusi.
Psom też się coś należało więc dostały „dobre lody dla ochłody”.
Część z nas szybko zregenerowała siły i oto efekt odpoczynku: „Najmłodszy” postanowił „poujeżdżać” Misia...
Psy chwilę się pobawiły i porozmawiały...
Inni jednak w dalszym ciągu odpoczywali...
A jeszcze inni domagali się całusów...

Podziwialiśmy też panoramę


I klasztor

Zadowoleni, przyjemnie zmęczeni wróciliśmy do samochodów planując kolejną wyprawę. Ale o tym będzie w następnej relacji :)
Ania i Asia






Wszelkie prawa zastrzeżone! Kopiowanie, powielanie i wykorzystywanie zdjęć bez zgody autora zabronione.
« powrót


wydrukuj dokument   wyślij znajomemu   ilość wyświetleń 2257

1999-2018 © MATinternet Zakopane & Psi Ratownicy :: Powered by AntCms